blogPosts RSS Comments RSS

Prezydent Bronisław KomorowskiPięć lat temu Platforma Obywatelska szła do wyborów pod hasłami obniżenia i uproszczenia podatków, budowy autostrad i dróg ekspresowych, walki z korupcją, ograniczenia deficytu i inflacji… słynne 72 obietnice Donalda Tuska wygłoszone podczas exposé premiera są do znalezienia w internecie, choć próżno by ich szukać na stronach PO. Stamtąd akurat zostały jak najszybciej usunięte…

Premier chyba z pięć razy zapowiadał wielką ofensywę legislacyjną, ale na zapowiedziach się kończyło

Oczywiście żadna z tych obietnic nie została spełniona – dosłownie, ani jedna. Premier chyba z pięć razy zapowiadał wielką ofensywę legislacyjną, ale na zapowiedziach się kończyło. Dziennikarze z „zaprzyjaźnionych telewizji” niespecjalnie kwapili się, by premierowi zadawać niewygodne pytania o postęp spełniania obietnic wyborczych oraz jakoś nie mieli czasu na rozliczanie. Były ważniejsze tematy.

Donald Tusk (zielona wyspa)

© 2012 by Ireneusz Wierzejski

Więc sam Donald Tusk i jego ferajna nie robili dosłownie nic, poza straszeniem powrotem Prawa i Sprawiedliwości do władzy. I choć ówczesny rząd miał niemal idealną sytuację do przeprowadzania reform, bo posłowie PSL zgodzili się wspierać wszystko, co Platforma chciałaby przeprowadzić w zamian za kilka stanowisk to wspierać nie mieli czego. Sami zresztą nie byli z takich, żeby się im cokolwiek chciało od siebie proponować.

Maria i Lech KaczyńscyOficjalną przeszkodą był wówczas prezydent Lech Kaczyński, który miał jakoby wetować wszystko, co koalicja PO/PSL zgłosiłaby… tyle, że Prezydent nie miał za bardzo czego wetować, bo koalicja akurat niczego mu nie zgłaszała.

Ten problem rozwiązał się 10 kwietnia 2010 roku. Marszałek sejmu Bronisław Komorowski, jeszcze zanim ktokolwiek potwierdził śmierć Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, już przebierał nogami, żeby objąć po nim fotel i przeszukać biurko. Zresztą kilka miesięcy później najpierw Polacy swoimi głosami obrali go nowym prezydentem, a niedługo potem Platforma Obywatelska powtórzyła sukces wyborczy sprzed czterech lat.

Nicnierobienie koalicji PO-PSL oraz straszenie powrotem „kaczystowskiego terroru” zdało egzamin. Polacy powtórnie wybrali…

Metoda się sprawdziła a plan powiódł. Nicnierobienie koalicji PO-PSL oraz straszenie powrotem „kaczystowskiego terroru” zdało egzamin. Polacy powtórnie wybrali… choć tym razem nie da się niczego zwalić na prezydenta, bo prezydent jest również z Platformy.

Ale skoro metoda się sprawdziła to po co ją zmieniać? Więc nowy-stary rząd Donalda Tuska trwa w błogim letargu i nawet nie stara się udawać, że ma cokolwiek do zrobienia. Oczywiście Donald Tusk obiecuje kolejne ofensywy legislacyjne, ale to już się stało bardziej rytuałem dla „zaprzyjaźnionych telewizji” niż działaniem obliczonym na jakikolwiek efekt.

Tymczasem w Polsce zlikwidowano niemal dwa i pół tysiąca szkół, co daje znakomitą średnią pięciuset placówek oświatowych zamykanych rocznie. Przypomina mi to akcję „Tysiąc Szkół na Tysiąclecie Państwa Polskiego”… tyle, ze wtedy je budowano i otwierano.

KolejTymczasem zamyka się kolejne posterunki policji, szpitale, przychodnie, co roku likwidowane są dziesiątki połączeń kolejowych i autobusowych… Przez wiele dziesięcioleci patrząc na mapę Polski z zaznaczonymi liniami kolejowymi dało się wyrysować niemal dokładny przebieg pomiędzy granicą zaboru rosyjskiego w którym kolei prawie nie było a zaborami pruskim i austriackim gdzie sieć była dużo gęściejsza… ekipie Donalda Tuska udało się doprowadzić do tego, że odtworzenie tej granicy nie jest już takie proste. Teraz sieć kolejowa na Śląsku czy Pomorzu niespecjalnie różni się gęstością od tej na Mazowszu czy Podlasiu.

Jedyne, czego jest więcej to „infrastruktura rozrywkowa”… dziś praktycznie w każdym byłym mieście wojewódzkim jest mniejszy lub większy aquapark, budowane są stadiony i „orliki”. Oczywiście wszystko na kredyt… Zadłużenie budżetu państwa przyrasta co roku o sto miliardów złotych. Na kolejne sto miliardów każdego roku zadłużają się gminy, powiaty i województwa.

Donald Tusk - Orliki

© 2012 by Ireneusz Wierzejski

Mechanizm jest prosty: jeśli zaczyna na coś brakować pieniędzy w budżecie państwa pisze się szybko ustawę, która przenosi odpowiedzialność za to „coś” na samorządy lokalne… gminę albo powiat. Niech się wójtowie i burmistrzowie martwią, za co utrzymać jedyny w powiecie szpital czy przychodnię, albo szkoły w mniejszych miejscowościach.

PieniądzeWójtowie i burmistrzowie oczywiście się martwią, ale również żyją w czteroletnim trybie od wyborów do wyborów i mając do wyboru likwidację jakiejś wiejskiej szkółki albo przegranie kolejnych wyborów zawsze wybiorą likwidację szkoły. W końcu to tylko jedna wieś.

W powiatach zresztą też nie liczy ile będzie kosztowało utrzymanie takiego „orlika” – premier każe budować boiska to budujemy, trzeba się przecież wykazać przed władzą. Bardzo prawdopodobne, że większa część oddawanych dziś „orlików” za pięć lat będzie stała zarośnięta trawą, bo gminom zabraknie pieniędzy na ich utrzymanie. Zresztą zabraknie pieniędzy na cokolwiek więc akurat boiska będą wtedy najmniej ważne.

Już dziś jedna trzecia budżetu państwa idzie na bieżącą obsługę zadłużenia, a długi ciągle rosną

Już dziś jedna trzecia budżetu państwa idzie na bieżącą obsługę zadłużenia, a długi ciągle rosną. Słynny licznik na warszawskim rondzie Romana Dmowskiego wskazuje dziś dwadzieścia dwa tysiące złotych do spłacenia dla każdego mieszkańca Polski. Każde dziecko, które się dziś rodzi dostanie takie becikowe. Dwadzieścia dwa tysiące…

A jest to tylko dług oficjalny… na tyle samo zadłużone są jednostki samorządu terytorialnego… kolejne długi zamiecione są pod dywan ZUS-u, któremu co roku brakuje miliardów na wypłacanie rent i emerytów.

Lekko licząc dziś do spłacenia mamy po jakieś siedemdziesiąt tysięcy złotych na głowę.

Licznik długu publicznego

© 2012 by Ireneusz Wierzejski

Ale Donald Tusk postanowił zamiast próbować cokolwiek zmienić w tej sytuacji dalej stosować wypróbowaną w poprzedniej kadencji metodę: udawać, ze nie ma żadnego problemu, a polska gospodarka jest w doskonałej kondycji.

Skoro wybrali tych samych, to znaczy, że się sprawdzili

A tak w ogóle to po co cokolwiek reformować, skoro Polacy po raz pierwszy wybrali do rządzenia krajem tych samych ludzi, co cztery lata wcześniej? Skoro wybrali tych samych, to znaczy, że się sprawdzili. Wprawdzie teraz sondaże poparcia trochę spadły, ale to tylko takie „chwilowe”, zaraz wzrosną – trzeba tylko przypomnieć, że jak nie Platforma Obywatelska to do władzy powróci Jarosław Kaczyński! I zaprowadzi „faszyzm” oraz „zacznie rozliczać”. A przecież każdy w Polsce jest w coś umoczony… takie mamy prawo, że nie da się funkcjonować nie łamiąc go.

Donald TuskNiestety… jak na razie nikt nie wygrał z prawami ekonomii. Czasami można je chwilowo lekko nagiąć, ale ominąć nie sposób. Oczywiście można przegłosować w Sejmie, że długów żadnych nie ma, wzrost gospodarczy mamy wyższy niż w Chinach, a inflację „zero koma zero”, a co więcej „nasz” prezydent to wszystko z uśmiechem pod wąsem podpisze, ale równie dobrze można uchwalić, że słońce od dziś ma wschodzić na zachodzie, a zachodzić na wschodzie. Problematyczne może być tylko wyegzekwowanie tego od słońca.

Zawsze „trzecią drogę” wiodła do „Trzeciego Świata

Lewicowa ekonomia nie sprawdziła się jak dotychczas w żadnym państwie na świecie, choć próbowano ją zaszczepić na bardzo różnym gruncie i w bardzo różny sposób. Zresztą historia zna też wiele przypadków państw, które usiłowały znaleźć „trzecią drogę” – z tym, że zawsze ta trzecia droga wiodła do „Trzeciego Świata”, albo wręcz do zagłady. I właśnie na takiej drodze znalazła się Polska.

Bronisław Komorowski, Donald Tusk i Waldemar PawlakJeśli dziś nic nie zrobimy, a nic nie wskazuje na to, ze Donald Tusk, Waldemar Pawlak czy Bronisław Komorowski mają zamiar cokolwiek zmieniać w swoim postępowaniu, to znajdziemy się wkrótce w sytuacji, w której za benzynę będziemy płacili 7,75 zł za litr, roczna inflacja przekroczy dziesięć procent, bezrobocie dwadzieścia procent, a sejm podniesie podatek VAT do trzydziestu jeden procent jak zapowiedział to już kilka dni temu premier. I dalej będzie mało.

Polska stanie się drugą Grecją tylko, że wtedy nikt w Europie nie wysupła miliardów na ratowanie polskiej gospodarki…

Polska stanie się drugą Grecją tylko, że wtedy nikt w Europie nie wysupła miliardów na ratowanie polskiej gospodarki… bo po pierwsze polska gospodarka jest już w tej chwili kilka razy większa od greckiej a po drugie nie będzie już żadnych miliardów. A wtedy będzie nas mógł uratować jedynie cud.

One Response to “Podatek VAT: 31%; bezrobocie: 20%; benzyna: 7.75 zł za litr; inflacja: 10%… to Polska za trzy lata”

  1. dodany 24 lut 2012 o godz. 21:00Aneta Kowalczyk

    Ilustracje jak zwykle świetne! Gorzej, że niestety masz rację!

Leave a Reply