Jak Chińczycy uratowali istnienie Polski?
Opublikowane w kategorii: Blog dn. 13 lut 2012 r.
Wczoraj zamieściłem wpis na tym blogu, w którym cytowałem króla Kambodży Norodoma Sihanouka, który w wywiadzie udzielonym Orianie Fallaci powiedział między innymi, że „Czechosłowacja nie jest niepodległa, ani Polska, ani Węgry, ani wschodnie Niemcy i tak dalej. Ale Rumunia jest, Jugosławia jest. Dlaczego Kambodża nie ma być jak Jugosławia, jak Rumunia? Kiedyś sądziłem, ze komuniści kambodżańscy są giermkami Vietcongu, północnych Wietnamczyków, Chińczyków. Nawet Rosjan. Potem zorientowałem się, że nie są niczyimi giermkami i że Rosjanie nie nawiedzą ich przynajmniej tak samo, jak ja nienawidzę Rosjan. Zorientowałem się, że nie są tez maoistami i że zrobili wiele dobrego.”
Oczywiście dziś trudno mieć wątpliwości, że zarówno Jugosławia jak i Rumunia, były radzieckimi koloniami, a niezależności miały tyle, na ile pozwalała radziecka ambasada w Belgradzie czy Bukareszcie. Oba te kraje były rządzone przez sowieckich agentów, którzy czasami pozwalali na pewne demonstracje „niezależności” na użytek lokalnej i międzynarodowej propagandy.

Tymczasem okazuje się, że w 1956 roku Armia Czerwona szykowała się do uderzenia na Polskę tak samo, jak uderzyła kilka dni później na Węgry. Rosjanie postanowili wówczas podporządkować sobie niesfornych wasali, którzy coraz bardziej się uniezależniali od moskiewskiej władzy.
Wejście Sowietów do Budapesztu spowodowało wojnę domową i podporządkowanie na powrót państwa węgierskiego kremlowskiej kurateli. Jednak ZSRR nie zdecydował się wówczas na stworzenie Węgierskiej SRR jak miał to w planie, który zakładał również utworzenie Polskiej SRR a w dalszej perspektywie wcielenie do Związku Sowieckiego wszystkich państw regionu. Czołgi z czerwonymi gwiazdami na pancerzach, które jechały już w stronę polskiej granicy na kolejowych wagonach albo wróciły do garnizonów albo pojechały tylko na Węgry. Moskwa nie zdecydowała się na atak na Polskę.
Przed wcieleniem do ZSRR uratowali nas …Chińczycy. W lipcu 1956 roku do Pekinu pojechała oficjalna polska delegacja, której przewodniczył Edward Ochab. Oficjalnie po to, by zacieśnić przyjaźń polsko-chińską oraz wymienić doświadczenia we wprowadzeniu komunizmu. Nieoficjalnie, by poprosić Pekin o zgodę na wprowadzenie nad Wisłą pewnych zmian, oczywiście w ramach komunizmu, ale wbrew interesom Moskwy. Mao Tse Tung połechtany komplementami i mający w tym czasie mocno już na pieńku z Moskwą wyraził zgodę na „nową polską drogę do komunizmu”.
Kilka dni przed inwazją ZSRR na Polskę wystarczył jeden telefon z Pekinu do Moskwy, by atak został wstrzymany. Chińczycy zagrozili, że wejście Armii Czerwonej do Polski będzie może spowodować poważne reperkusje na granicy rosyjsko-chińskiej. Moskwa się przestraszyła i wycofała z planów wcielenia Europy Środkowej do ZSRR. Ograniczyła się tylko do spacyfikowania węgierskiej rewolucji i narzucenia Węgrom nowych sowieckich agentów jako miejscowej władzy.
Dlaczego ówczesna polska ekipa nie zdecydowała się na dalszy proces uniezależniania się od kurateli Moskwy? Być może przestraszyli się, że sowieckie czołgi pozostające w garnizonach na terenie Polski oraz sąsiednich państw są zbyt poważnym zagrożeniem, a Pekin jest daleko? Nie można zapominać, że jednak byli oni wszyscy komunistami, niezależnie od tego czy tylko „praktykujący” czy również „wierzący”, ale jednak umysłowo zależni od moskiewskiej centrali i chyba nie wyobrażali sobie innej Polski, jak tylko w roli moskiewskiego podnóżka.
O tej „chińskiej pomocy” można posłuchać nieco więcej z ust prof. Pawła Wieczorkiewicza:
Niewątpliwie wejście Armii Czerwonej do Budapesztu spacyfikowało nie tylko „węgierską rewolucję”, ale również irredentystyczne zapędy ekipy rządzącej wówczas Polską. Program ucieczki z kremlowskiej pod pekińską kuratelę został całkowicie zarzucony.
Jednak czy przypadek ten nie pokazuje nam sposobu, w jaki dziś można ograniczyć rolę Moskwy w naszym regionie? Wówczas zarówno polscy jak i węgierscy przywódcy działali w oderwaniu od siebie, Warszawie udało się zapewnić sobie „chińską polisę ubezpieczeniową”, ale Budapesztu „polisa” ta nie obejmowała, choć być może również Węgrom polsko-chińskie porozumienie nieco pomogło i nie dopuściło do pełnej sowietyzacji regionu.
Dziś również Moskwa robi, co tylko może, by skłócić i poróżnić państwa naszego regionu w nadziei, że sytuacja polityczna na świecie któregoś dnia zmieni się tak, by zarówno Ukraina czy Gruzja jak i Polska, Węgry czy Rumunia powróciły pod skrzydła Kremla.

Czy nie jest to właściwy moment na zjednoczenie naszego regionu? Bo tylko ścisła współpraca wszystkich państw Europy Środkowej może sprawić, że uda się odzyskać nam pełną władze samostanowienia. Niestety, rządy moskiewskich agentów nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach regionu, skutecznie utrudniają, a wręcz uniemożliwiają taką współpracę i porozumienie.
Utrudniają też szukanie sojuszników poza regionem, bo kto zaufa krajowi, który śledztwo w sprawie śmierci swojego prezydenta, głównych dowódców armii oraz innych ważnych osób oddaje w ręce państwa, które ze sprawiedliwością i praworządnością niewiele wspólnego, a przez ostatnich dwieście lat nasz region traktowało jako swoją kolonię lub półkolonię.
Od dawna uważałem, że nic tak nie zabezpieczy granic Polski i jej bezpieczeństwa niż porządny sojusz z Chinami. Tylko ja bym jako drugiego sojusznika typował Turcję – druga najliczniejsza armia w NATO.