Nie do końca wiem, czego spodziewacie się zaglądając na akurat tę podstronę mojego bloga… bo kogo obchodzi, kim jest Ireneusz Wierzejski? Ci, którzy mnie znają osobiście i tak wiedzą kim jestem i jaki jestem. Ci, którzy mnie nie znają i tak niewiele dowiedzą się z jakiegoś autopromocyjnego tekstu.
Mojego CV nie będę tutaj zamieszczał; dawno temu chodziłem oczywiście do kilku różnych szkół, niektóre z nich nawet ukończyłem z jako takimi wynikami; potem pracowałem w kilku różnych miejscach… w międzyczasie interesowałem się tym i owym, trochę czytałem (w niektórych okresach po czterdzieści książek miesięcznie) i dzięki temu, jak swego czasu powiedział Józef Oleksy „teraz ze mną na solo nie wygrasz – ja bardzo dużo czytam, odświeżam umysł i, kurwa, będę jak brzytwa”.

Ale były premier nie jest ani moim idolem ani autorytetem… tych trzeba szukać po drugiej stronie. Podobno to John Edgar Hoover, były szef FBI, powiedział, choć ten bon mot przypisywany jest różnym ludziom, iż „na prawo ode mnie jest tylko ściana”. Chciałbym to powiedzieć również o sobie.
Wierzę w wolny rynek, popieram wolność słowa oraz uważam, że Polska może być wspaniałym krajem. Udowodnili mi to zarówno Niemcy jak i Rosjanie, którzy przez całe stulecia, choć mieli całkiem interesującą „lebensraum”, to i tak uważali, że Polska jest lepsza… bo niby dlaczego pchali się tutaj całymi watahami?
Wiem również, że władza chce mojego dobra… ale wierzę też w to, że nie powinienem jej tego dobra oddawać. Bo zostanie zmarnowane, roztrwonione i przejedzone – nikt tak przecież nie umie marnować i trwonić pieniędzy, jak państwowy urzędnik, który wydaje nieswoje pieniądze na nieswoje potrzeby.
Cóż… na razie wystarczy. Tyle o mnie… jak zajdzie jakaś potrzeba, albo coś mi się jeszcze przypomni to zapewne to tutaj dopiszę. Zachęcam raczej do czytania wpisów na blogu oraz do ich komentowania.
