Dziś wpisu nie będzie, bo czytam „Wywiad z historią” Fallaci…
Opublikowane w kategorii: Blog dn. 12 lut 2012 r.
Znów mi wyszedł trochę przewrotny tytuł wpisu… ale rzeczywiście większość dzisiejszego dnia spędziłem nad zbiorem wywiadów przeprowadzonych niemal pół wieku temu przez włoską dziennikarkę Orianę Fallaci, a wydaną właśnie w opasłym tomiszczu w absurdalnej cenie niemal sześćdziesięciu złotych. Rządząca ekipa chyba naprawdę chce doprowadzić do tego, że Polacy staną się niepiśmiennym narodem, który kontakt z książką ma tylko w formie szkolnego podręcznika, a potem już całkowicie zarzuca ten sposób obcowania z kulturą i wiedzą.
Nie będę streszczał zawartości książki. Za duży materiał, za dużo wątków… socjalizująca feministka, jaką była Oriana Fallaci, która tuż przed śmiercią w 2006 roku na powrót stała się nieco bardziej rozpoznawalna za sprawą radykalnej krytyki islamu po atakach terrorystycznych, w latach siedemdziesiątych rozmawiała z wieloma ludźmi będącymi wówczas u szczytu władzy. Niektóre z tych nazwisk nadal są powszechne znane, większość będzie kojarzyła się tylko politologom albo historykom. Bo kto wie dzisiaj, kim był generał Giap?
Ale zacznę od zacytowania fragmentu wywiadu z Henrym Kissingerem. Oriana Fallaci zapytała go: „Doktorze Kissinger, w jakim stopniu władza pana fascynuje?” na co późniejszy laureat pokojowej nagrody Nobla odpowiedział:

Henry Kissinger
Ta wypowiedź Henry’ego Kissingera skojarzyła mi się z Donaldem Tuskiem i zastanawiam się czy aby na pewno nasz premier nie znalazł się u władzy właśnie dlatego, żeby korzystać z przywileju latania rządowym samolotem do domu w Trójmieście w każdy weekend albo przyjemności przemieszczania się limuzyną z szoferem po Warszawie.
Bo przecież codziennie podróżuje nią po mieście – w dodatku jadąc z włączonym kogutem i w policyjnej obstawie… Kto mieszka w stalicy ten wie, że karawany rządowych limuzyn rozpędzających kierowców stających w korkach to codzienność. Jak w Moskwie.
Tymczasem co zrobił premier Finlandii dzień po wybraniu go na to stanowisko? Upił się fińską wódką? Poszedł na polowanie na renifery? Otóż nie, poszedł odśnieżać podjazd przed swoim domem. No, dobrze… nie będę się dziś, przy niedzieli, pastwił nad polskim premierem.
A wracając do wspomnianego „generała Giapa< ”, który właściwie nazywał się <>Võ Nguyên Giáp i był w latach siedemdziesiątych dowódcą armii północnowietnamskiej. Oriana Fallaci zadała mu m.in. takie oto pytanie: „Generale Giap, w wielu pańskich pismach zadaje pan sobie następujące pytanie: Kto ostatecznie wygra wojnę w Wietnamie? Pytam pana zatem: Czy dzisiaj to znaczy w pierwszych miesiącach 1969 roku, uważa pan, że może powiedzieć, iż Amerykanie przegrali wojnę w Wietnamie, zostali militarnie pokonani?”

Generał Võ Nguyên Giáp
Nie będę się tutaj rozwodził nad historycznymi kwestami. Niewątpliwie amerykanie, wbrew powszechnej opinii, wietnamską wojnę militarnie wygrali natomiast przegrali tą wojnę propagandowo. Komunistom udał się doprowadzić do sytuacji w której rzeczywiście okazało się, że Amerykanie stwierdzili, że nie ma sensu prowadzić tej wojny dalej.
Głównym przegranym jest natomiast wietnamski naród, który nadal jest biedny. Może dzisiejszy Wietnam to nie jest Korea Północna ale też nie jest to Korea Południowa. Cóż… jakoś tak jest, ze państwa, które z USA przegrywają staja się bogate (Niemcy, Japonia…); natomiast te, które wygrywają – stają się biedne (Korea Północna, Wietnam, Kuba…).
Teraz znów Amerykanie mają ten sam problem, co przed laty w Wietnamie. Wpakowali się w wojnę w Iraku i Afganistanie, którą militarnie zdecydowanie wygrali. Natomiast nie za bardzo z różnych powodów wiedzą co dalej, bo opinia publiczna zarówno w samych Stanach Zjednoczonych jak i w Europie Zachodniej, nie pozwoli im ze względu na „polityczna poprawność” zaprowadzić tam porządku… muszą się liczyć z lokalną tradycją, kulturą i obyczajami, a właśnie ta lokalna tradycja, kultura i obyczaje są głównym powodem dla którego rejony te są tak bardzo niestabilne politycznie, panuje tam bezprawie, jedna dyktatura zastępuje inną dyktaturę, a społeczeństwo jest biedne, zdesperowane i szuka rozwiązania swoich problemów w sposób, który wpędza je w jeszcze większą nędzę ekonomiczną i intelektualną.

Rzeczywiście, Amerykanie „z politycznego punktu widzenia nie zyskali nic mimo ogromnego aparatu militarnego, jakim dysponują” wbrew temu, co zarzucali im kiedyś i dziś różni lewicowo skrzywieni publicyści. A jeszcze więcej straciły na tym kraje takie jak Korea Północna, Wietnam, Kuba, Irak czy Afganistan… a wkrótce straci na tym Iran, bo wojna w tym kraju wisi na włosku. I wojnę tę Amerykanie militarnie wygrają w kilka tygodni, natomiast znów nie będą mieli możliwości zaprowadzenia tam porządku.
A na koniec jeszcze jedna osoba, z którą Oriana Fallaci wówczas rozmawiało i której nazwisko wówczas było równie rozpoznawalne, co dziś niewiele komukolwiek mówi – Norodom Sihanouk, który powiedział m.in.:

Norodom Sihanouk
Jak bardzo król Kambodży się wówczas „był w błędzie” możemy to stwierdzić dziś. Czerwoni Khmerowie wymordowali w bestialski sposób czwartą część kambodżańskiego społeczeństwa i doprowadzili kraj do kompletnej ruiny. Najprawdopodobniej żadna armia najeźdźcza nie zrobiła z okupowanym krajem tak strasznych rzeczy, jaką kambodżańscy komuniści zrobili własnym rodakom. Wówczas nawet wietnamscy komuniści, którzy wydawali wyroki śmierci dla tysięcy ludzi, byli przerażeni tym, co Czerwoni Khmerowie wyprawiają w swoim kraju i sami rozprawili się z reżimem Pol Pota. Nawisem mówiąc w obaleniu Pol Pota spore zasługi miał właśnie generał Võ Nguyên Giáp.

I jeszcze jedna uwaga na zakończenie: król Norodom Sihanouk powiedział, że ówczesna Jugosławia i Rumunia była, w przeciwieństwie do Polski czy Czechosłowacji, niepodległa. Cóż, ile tej niepodległości mieli Rumuni czy Jugosłowianie to akurat wiadomo zważywszy na to, co działo się nieco później. Poszczególnie komuniści mogli się wzajemnie nienawidzić, ale nie przeszkadzało im to we wspólnym zniewalaniu i mordowaniu.